Place where no one is likely to pass..
Linki

Poezja - konkursy itp
Poezja 1 Serwis Literacko poetycki

Parę głupot nie określających osobowości...
Sennik A ja i tak nie wierzę;)

Coś do bloga...
Ponure gify Coś co lubię...

Zespoły muzyczne- głównie polskie:)
Kasia Nosowska Chcesz usłyszeć słowa - to sam je sobie wymyśl:P
IRA Uwielbiam chrypkę Gadzia:]
DŻEM Whisky, wehikuł czasu i te sprawy:))))
Lady Punk Bez wątpienia boski zespół:]
Lady Punk Bez wątpienia boski zespół:]
De Mono Lubię ich posłuchać:)
Czarno-czarni Osobiście nie słucham...
BratHanki Miła dla uszu muzyczka:)
Budka Suflera A tych to mogłabym słuchać na okrągło:)
Big CyC Co kto lubi:P
BigDay Myślę, że warto tu zajrzeć!
Bajm Nie ma to jak posłuchać Beaty:)
DODA Wulgarna dziewczyna Majdana o ładnym głosie
Kasia Kowalska Kocham jej texty piosenek!
Piasek Pobrechtajcie, a później przekonajcie się co do muzy:]
Edyta Bartosiewicz Ma kilka za mocnych tekstów!
Anna Maria Jopek Piosenkarka o ślicznej barwie głosu!
Pod Budą Stary dobry zespoł!
Ewelina Flinta Podoba mi się jej glos:)

Pyszności, które tuczą...:)
Aromaty minionego czasu Sekrety kuchni:)
Ciasta i nie tylko Strona z komentarzami- obiektywizm:)
To i owo Bardo ładna strona, ciekawe jakie ciasta, bo nie ma obrazków:(
Przepisy babuni, ale nie mojej:P Jeszcze nie próbowałam...

Biegniemy razem na przód, trzymamy się blisko, jesteśmy razem, choć tyle nas dzieli...
Kama Pozory ylą cokolwiek to znaczy...
Palinka Dziewczyna Lamparta - koleżanka - romantyczka:)
Lampart Administrator - chłopak Palinki - kolega:)
Szpilka!!! Ktoś umarł...i Ktoś inny się narodził...
Monisia Moja cudowna przyjaciółeczka:]
Kołdej Osoba, której chyba nigdy nie zroumiem...
Mystique Mogę Jej mówić i mówić, a Ona tak pieknie słucha..:)

Strony mające dla mnie znaczenie...
komunia.eu: wianki komunijne wianki komunijne, komunia, stroiki ślubne
Pogoda co jak co, ale to jest przydatne:]
Program telewizyjny czasem przydatny ..czaaaaaaasem:]
teatr współczesny odwiedzam regularnie z mamą:)
autobusy i tramwaje!!! rozkład jazdy transportu miejskiego w Sz-nie
Wiersze:) Odwdzięczam się Romciowi z księgi gości:)
Irlandia Kocham (...) jak Irlandię!Taaaak mocno!:D
Słownik angielko-polski i na odwrót całkiem przydatny:)
Terroryzm Zło, które sięszerzy...
Kino Helios Fajne Kina w Szczecinie:)
Tapety Śliczne tapety- jedną mam na pulpicie:)
Tapety Śliczne tapety- jedną mam na pulpicie:)
Pajacyk!!! Koniecznie wejdź!Nakarm dziecko!

Bramki SMS
Plus GSM jak to nie macie do kogo? do mnie:)
IDEA Ktoś się uceiszy:)
ERA Musisz mieć swoje haso!

Marzenia nie dla wszystkich- domki drewniane
Domki LUMAT Tu nie ma rzeczy niemożliwych!:P
Różne typy domków Domki firmy Hat Bud
Tylko z drewna:) Domki RAABE
Domeczki Domy Bartek-jak mój brat!

Sentecje, które opisują świat
Aforyzmy Coś co jest najważniejsze w życiu...
Poezja, opowieści- Śmierć Coś co czeka na wszystkich...
Super poezja Na wzór mojego bloga...Mrok...
Coś pięknego Miłość w słowach...
Cyataty Bardzo duży zbiór:)
Cytaty "Carpe Diem!" i inne
Aforyzmy o kobietach... Oczywiście nie zawsze prawdziwe:P

Moja pasja- wędkarstwo
Wędka:) Niech żyją rybacy!:P
Fishing Średni poratl rybacki

Szablony na bloga

Blogi znajomych
Smutna świetny blog ze świetnymi gifami!
Blackendriu Ktoś samotny, może jak Ja...


Księga gości

Coś od innych
Coś od Ciebie

Przeszłość

2009
marzec
2007
maj
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
2003
grudzień
listopad
2002
listopad





Photo by Strelau Mateusz
Lay by Lunna





2009-03-14 17:42:47 >> wierz n-ty...


 Objawienie

objawienie

Mili Państwo,
oto zapowiadam własną śmierć.
Bez obaw,
to nie jest zamach.
Nie jestem terrorystą.
Tak zwyczajnie,
jak wypijam poranną kawę,
pierwszą i ostatnią jedynego poranka każdej doby,
tak też daje świadectwo szczęścia
przygotowując Państwo na smutną nowinę.

Kwestii przeprosin, podziękowań
- nie będzie.
Zabraknie jakże oczekiwanej przez większość skruchy.
Żywię nadzieję zdążyć z tym jeszcze.

Boję się.
Tak. Nie da się ukryć.
To nie to samo co strach przed spadaniem,
nieodzownym z resztą w życiu.
To niechęć utraty wszystkiego co piękne.

Oczywiście żałuję.
Wolałabym, żeby to był ktoś inn,
ktoś kto nie docenia lub naprawdę cierpi.
Wiem,
staję się okropnie ludzka,
a sama uczyłam nie manifestować przywiązania.

Kiedyś spalano na stosach za inność.
Spadały głowy za zdradę.
Moją winą będzie szczęście.

Nie planuję żałować czegokolwiek.
Może poza utratą uśmiechu,
bo chciałabym zaśmiać się śmierci w twarz.
Sypnąć własnym proochem w jej puste oczy
i krzyczeć,
że nikt nigdy tak mocno,
i śmiać się,
że ja mimo szystko

i tak gorzko prawdziwie zapłakać.

skomentuj (0)




2007-05-19 18:48:14 >> Refleksja nr 4

Był ciepły letni wieczór. Kupiła winogrona i tak bardzo lubiane przez niego pomarańcze. Tak, to będzie naprawdę ciepły wieczór. Wiedziała o tym. Długo planowała w swojej wyobraźni tą noc. Miała być ona delikatna. Miały to być jego dłonie. Subtelna, powoli odkrywająca najskrytsze tajemnice... Magiczna, a zarazem taka ludzka, taka ich. Sama obierze pomarańcze, ułoży w kształcie ich złączonych połówek serca. Będą je jeść jak zawsze w łóżku, tak, aby mógł łapczywie spijać spływający po niej sok. Ubierze zieloną bieliznę – tą, którą najbardziej lubi. Śmiał się z niej kiedyś, że pyta go o kolory, koronki i inne nieistotne drobiazgi. Ponoć mężczyźni zupełnie inaczej podchodzą do tych spraw. I ona dobrze o tym wiedziała, jednak mimo wszystko chciała być dzisiaj i dla niego i dla siebie wyjątkowa.

W pocie czoła porządkowała mieszkanie. Wszystko miało być dopiętę na ostatni guzik. On to doceni. On zwraca uwagę na wszystko. Najmniejszy detal nie umknie jego uwadze. Jest taki drobiazgowy. Zawsze zauważa najdorobniejsze zmiany w jej wyglądzie, wyczuwa zbędne i zgubione kilogramy, zdejmuje rzęsy z jej policzków. Bardzo lubi, kiedy ją tak delikatnie dotyka. Kiedy ją obejmuje, kiedy szanuje jej kobiecość. To chyba właśnie tą niezbadaną delikatność tak w nim kocha. Nie robi nic na pokaz. Nie musi całować jej wśród tłumów, nie rzuca słów na wiatr. Przychodzi codziennie wieczorem. Czasami nic nie mówią. Nie muszą. Jedzą razem, czytają, kąpią się, sypiają. Ona bardzo lubi tak po prostu z nim być.

Przyszedł za wcześnie.
Ta praca go wykończy. Stwierdził.
Była pod prysznicem.
Był zdenerwowany.
Była podniecona.
Nie chciał czekać.
Ktoś jej kiedyś powiedział, że najlepiej smakuje to, co jest nieosiagalne, na co długo musimy czekać i długo o to zabiegać.
Nie otworzyła.
Zaczął krzyczeć.
Zamilkła.

Po pierwszym wyrazie „dziwka” straciła ochotę na jakikolwiek wieczór. Stopniowo postanawiała nie otwierać drzwi, nie odzywać się, zapomnieć o pomarańczach, a zamiast zielonej bielizny ubrać kremową piżamę w misie. Nie miała do kogo się przytulić. Nie umiała zaakceptować krzyku. Zawsze musiała wszystko usprawiedliwiać. Uraz z dzieciństwa czy zwykła oznaka człowieczeństwa? Potrzebowała izolacji. Odkręciła mocniej gorącą wodę. Zamknęła oczy. Gorąca woda spływała tak długo, aż krzyk nie ustał. Gdy wyszła już go nie było.

Do cholery z takim gnojem! Niech się pieprzy z prawdziwymi dziwkami, jeśli tak bardzo tego potrzebuje. Bo oprócz delikatności, jaką potrafił zaoferować, miał też kilka wad...

Suka!

Próżnia. Świeczki stały niezapalone. Czerwone wino nieotwarte. Ona nieszczęśliwa. Usiadła na swym ogromnym pustym łóżku i zaczęła płakać. Nie rozumiała go. To własnie przez ten cholerny brak zrozumienia tak się stało! Niedokładnie sprecyzowane intencje. Sperzeczne cele. Próba podniecenia i wyładowania negatywnych emocji. Orzeł czy reszka? Nie miała ochoty wybierać. Tylko smutek i rezygnacja nie dawały jej spokoju....

- Cześć Sara, mogę wpaść za pół godziny?
- Weznę tylko prysznic.
- Nie bierz. Weźniemy razem.

Bo smutek i brak docenienia są jak cierń raniący samo serce. Chociaż z drugiej strony on nic nie wiedział. Skąd niby miał wiedzieć, że tego wieczoru ma ochotę na czułość, która dopiero z czasem miała przeobrazić się w dziką namiętność? Nie zdążyła nic powiedzieć. Nie powinien tak reagować. Ona nawet nie wie, z jakimi problemami dziś musiał walczyć....

Rozebrał ją w drzwiach. Zawsze rozbiera ją na łóżku. Dzisiaj niemal zdarł z niej ubranie. Na rękach zaniósł do łazienki. Był delikatny.

Czuła się przytłoczona. Było jej wstyd. Nie z powodu zachowania. To już dawno przestało ją boleć. Wstyd, że wciąż nie potrafi ułożyć sobie życia, że wciąż się poświęca, aby ktoś mógł ranić. Wciąż jeszcze nie dorosła. Dziecinna idealizacja. Czy ona jest gorsza? Zdecydowana, atrakcyjna kobieta potrzebująca czułości nazwana brutalnie „dziwką”. Dlaczego się jeszcze przejmuje? Czy ona go chociaż kocha?

Sara była szczęśliwa.

Mijały godziny, a on ciągle nie wracał. Z każdą minutą wina nieporozumienia przybliżała się do jej imienia. To przez niedowartościowanie. Powinna zamknąć drzwi na klucz, a mimo wszytsko tego nie zrobiła. Czekała na niego, jak co noc. Smutno jej było samej. Po prostu źle. Co obecnie znaczy honor i duma? Co znaczy cierpienie i upodlenie? Powinni wprowadzić te pojęcia do słownika, jako uczucia nieodłącznie towarzyszące ludzkiej egzystencji. Niech przegra. Chociaż poczuje się lepiej.

Poszła do kuchni. Wyciągnęła pomarańcze, nóż, talerzyk. Odkręciła wodę. Przecież czas nie gra roli.
Wszedł bez pukania.
Stanął za nią.
Przeprosił. Ponoć źle się czuł. Był zdenerwowany. Spacerował.
Poczuła ulgę w duszy. Świaodmość obecności duchowej jest bezcenna. Wybaczyła.
Pocałował ją w szyję.
Nawet teraz zarumieniła się.
Był delikatny.

Była szczęśliwa.
Był szczęśliwy.

Tylko pomarańcze nie były dziś dość słodkie.





skomentuj (4)




2007-05-12 15:20:12 >> Refleksja nr 3

"Uff, jeszcze cała godzina!" Popatrzyłam na zegarek, po czym z uśmiechem wybiegłam ze szkoły. Skończyłam lekcje. Pozostał tylko angielski, na który przecież chodzę z radością. To dobrze, że lubię to, co robię. To naprawdę ułatwia życie i pozwala pozostać przy optymiźmie.

Zastanawiając się nad postawą ludzi do różnego rodzaju zajęć pozalekcyjnych, nawet nie spstrzegłam, jak szybko dotarłam na miejsce. Była godzina 14:45. Czyli zostało mi jeszcze pół godziny? Całkiem sporo... Pomyślałam, że warto byłoby zrobić coś konstruktywnego. Miałam w torebce swój czarodziejski zeszyt ze słówkami. Dlaczego czarodziejski? Potrafię się uczyć ich i uczyć i zawsze jest całe mnóstwo wyrazów, których nie umiem. Jak dla mnie wbrew zasadom fizyki, no ale akurat ja chyba nie powinnam podważać teorii Einsteina i pozostałych:)

Usiadłam na deptaku Bogusława. Świeciło słońca i jednocześnie wiał dość chłodny wiatr. Trudno. Zbyt długo czekałam na wiosnę, zeby przestraszyć się teraz wiatru! Powtarzałam w ciszy wyrazy, kiedy zobaczyłam przed sobą gołębie. NIestety, jako okropny żarłok całe śniadanko połknęłam w szkole. Nie miałam przy sobie żadnego pieczywa ani czegokolwiek, co nadawałoby się na jedzenie dla ptaków. Na szczęście są jeszcze ludzie, którzy dbają o biedne latające stworzenia. Patrzyłam chwilę, jak stare małżeństwo karmi ptaki. No, ale ileż można! Wróciłam do angielskiego... Po chwili jednak usłyszałam BUUUM! Okazało się, że staruszek nadmuchał powietrze w torebkę, która pozostała po jego bułce i jednym klaśnięciem w dłonie wystraszył ptaki. Poleciały. "Szkoda" - pomyślałam. Małżeństwo wstało. Zostałam sama.

Kilka chwil później "coś" znów wyrwało mnie z czytania. Trzepot skrzydeł? Wzrok? Nie wiem... Czasem człowiek po prostu musi gdzieś spojrzeć. Przede mną maszerowały w tą i z powrotem dwa gołębie... "A więc wróciłyście" - pomyślałam. Zagubiłam się. Wiedziałam, iż nie są to zwierzęta zbyt bezinteresowne. Zaczęłam się zastanawiać. Kupować im cos do jedzenia czy nie? A jeśli kupię, a one pogardzą? Głupie pytania!Otworzyłam torebkę. Zaczęły się poszukiwania portfela. Jest! Teraz liczenie drobnych... Czterdzieści groszy w drobnych. "Nie chcę rozmieniać grubszych". Ale czy w Woźniaku będą bułki do tej ceny? "Trudno. Pójdę do innej piekarni, bo mijałam kilka podczas drogi." Nie wiem ile ogólnie trwało moje zastanawianie się, szukanie pieniędzy.

Kiedy wstałam gotowa do zrobienia dobrego uczynku, ptaków już dawno nie było.

Zrezygnowana poszłam na angielski. Wiedziałam już. Nigdy więcej. Czasem wyciągamy rękę o minutę za późno. Żałowam... Mam nadzieję, że po raz ostatni w takiej sytuacji...

skomentuj (0)




2007-01-04 17:31:30 >> Refleksja nr 2

Obudziła się nad ranem. Przez niedkładnie zasłonięte żaluzje dobijały się pierwsze promienie słońca. Była na nie zła. Jak mogły, w tak bezczelny sposób przedzierać się do jej małego świata, do jej pokoju, który obecnie stał się jedynym schronieniem. Naciągnęła kołdrę na głowę. Zamknęła oczy. Nie wiedziała co myśleć. Azyl. Nie chciała się budzić.

Rzeczy leżały dokładnie tak, jak je wczoraj zostawiła. Wypalone do połowy ślady romantyzmu chwili, zostawiły po sobie okropnie realistyczne plamy wosku na meblach. Dwa puste kieliszki na podłodze. Dwie butelki po winie. Jedna przewrócona. Ubrania. Wszystkie w czterech różnych kątach. Zwykła symetria przypadku.

Wyrzuty sumienia? Wciąż unoszące się w powietrzu podniecenie? Lęk przed opinią publiczną? Strach przed nim? Przed jego nieobecnością? Miała mętlik w głowie. Wiedziała, że wypiła wczoraj za dużo. Wiedziała, że musi zmyć teraz z siebie jego zapach, dotyk. Musi, ale czy na pewno tego chce? Potrzebowała azylu. Nie jego dłoni. Nie umiałaby nawet na niego spojrzeć. Płakać, żałować, cieszyć się, zakpić czy potraktować równie chłodno, jak dzisiejsze słońce? Było jej wszystko jedno. Nie mogła zrozumieć uczuć. Nie chciała się z nich nikomu zwierzać. Nie chciała z nimi walczyć.
Jedyne czego pragnęła to pozbyć się ich tak szybko, jak butelek wina, kieliszków, wosku i jego zapachu, który wciąż sprawiał wrażenie nieczystej.

Pokój był posprzątany. Ona pachniała mlekiem i miodem. Czysta sukienka, świeży makijaż. Uśmiechnęła się do lustra. Gdyuśmiech już zniknął, popatrzyła na twarz. Nie wiedziała, kiedy go zobaczy. Przed wyjściem powiedział, że ją kocha. Obiecał, że wróci. Nie. Nie okaże się łatwowierną idiotką. Jest zbyt silna, by wierzyć. Jest zbyt słaba by mieć nadzieję... Przyglądała się swym oczom. Kryła się tam bezsilność. Kim się stała przez tą jedną jakże cudowną noc? Podeszła do okna i odsłoniła żaluzje.

Teraz przyszła pora na spalenie listów. Dobre świeczki. Przydadzą się jeszcze do czegoś...Odczytała wszystkie słowa. Jego słowa, swoje myśli i wspólne wspomnienia. Nie musi zapominać. Destrukcja nic nie oznacza. Wie, że już nigdy go nie zobaczy. Inni nie muszą wiedzieć. Wszystkjo schowa gdzieś głębiej. Przynajmniej się nikt nie dowie, jak bardzo była szczęśliwa w tej swej zbyt mało romantycznej i grzesznej miłości...

Dzisiaj Słońce wygrało, ale...dopiero wtedy, gdy ona tego chciała. Nie raz jeszcze przegra. Jest jak miliony ludzi obok. Ci na ulicach nie wiedzą nic o tych w azylach. Ci w azylach zazdroszczą tym na ulicy nie wiedząc ile strachu muszą pokonywać tamci co dni. Wszyscy milczą. Nikt nie chce zostać skreślony z powodu błędów, które w istocie chciał popełnić. Ile zakłamania i sztuczności, aby być sobą... Tylko po to, by ukryć pragnienia. Aby być takim, jakim chcą widzieć go inni. Kiedyś jej obojętność znów przemieni się w radość, a potem w rozgoryczenie lub smutek. Cykl do końca życia pozostanie niezamknięty, tak aby mogła żyć niedoskonałością, dopóki nie dotrze do granic własnego poznania.

Dzisiaj wieczorem zaśnie pijana, aby sprzedać sumienie w zamian za własną niedojrzałość. Kolejny raz zagra pod publikę, chociaż nikt nie patrzy. Szczęśliwsza byłaby jedząc słone paluszki i oglądając ten sam film, który z nim oglądała. Może wówczas przyznałaby się, że
naprawdę go kocha i z uśmiechem spojrzała na wczorajszą miłość…
Tymczasem musi on pozostać kimś obcym. Krótkim urywkiem życia. Zaś wczorajsze wino było doskonałe...

skomentuj (0)




2006-12-28 20:14:41 >> Refleksja nr 1

- Kochaj mnie całym sobą! – wyszeptała cichutko.
- Na całą wieczność Aurelio! Na całą wieczność...

Wierzyła. Nie z przyczyny chęci uproszczenia życia naiwnością, ale z powodu prawdziwego zakochania. Stała się kobietą. Nawet lustro, które jeszcze miesiąc temu mówiło niedojrzałej dziewczynie o wszystkich wadach figury, teraz uśmiechało się przyjaźnie. Aurelia była naprawdę szczęśliwa. Potrafiła lepiej zorganizować sobie dzień, znaleźć czas na jakże potrzebny relaks, sport, a nawet raz w tygodniu odwiedzała salon kosmetyczny. Uświadomiła sobie, że przecież zawsze była piękna. Przykre to jest, że kobietom dopiero ten podły męski gatunek musi uświadamiać, ile znaczą! Dlaczego same nie mogą o siebie zadbać i wierzyć we własną doskonałość? Całe księgi pytań ustawione na regale nicości. Śmieje się z nich teraz, mając w pamięci kim była jeszcze pół roku temu. Wszakże to właśnie ona całymi nocami czytała je półgłosem, utożsamiając się z kolejnym nieszczęśliwym człowiekiem.
Aniołowie jej pomogli, spadł śnieg i zjawił się on. Szybko pozbyła się kompleksów. Zrozumiała istotę bycia. Patrząc na wszystko przez pryzmat nabytych doświadczeń, śmiała się z własnej dziecinności. Śmiała się z problemów lat młodości, z lusterka i zbyt wcześnie noszonych wysokich butów. Była teraz świadoma swej kobiecości. Odnalazła ją w rysach twarzy, w słowach ukochanego mężczyzny. Chciała nauczyć młodszą siostrę poczucia własnej wartości. Była od niej dziesięć lat starsza.

- Tylko proszę nigdy się nie zmieniaj Martin – wyszeptała mu do ucha, gdy jeszcze w ubraniach leżeli na rozścielonym łóżku.
- Obiecaj mi to pierwsza... – odpowiedział w pośpiechu - Powiedz, że kochasz takim, jakim jestem, i że nigdy nie zapragniesz innego! Nie będziesz mnie zmieniać, zniekształcać...
- Ale czy nie można być sobą wciąż dążąc do doskonałości? – zdołała wyszeptać między pocałunkami
- Nie zapominaj nigdy Aurelio, kto cię narodził...

I już nic więcej nie pozwolił jej powiedzieć.


Koleżanki jej zazdrościły, nastroju, przeżyć, uczuć. One potrafiły tylko tworzyć historie. Bajki podobne do znanych z dzieciństwa. Romantyczne, pełne wyznań, niezwykłych wrażeń i braku realizmu. Wymyślały mężczyzn. Ubierały ich w zalety.Jeszcze nie wiedziały, że te ich niewinne zabawy, staną się jedną z przyczyn trudności w zaakceptowniu ludzi takimi, jakimi są. Chciały walczyć z wadami! Chciały zwyciężać. Chciały realizować swoje ideały...
Aurelia wiedziała, że życie jest zupełnie inne. Kochała go miłością najszczerszą z możliwych. Kochała jego wady i zalety, do których chcąc, nie chcąc musiała przywyknąć. Nie tworzyła ideału. Nikogo nie gloryfikowała. Jej miłość dyktowana wdzięcznością i szacunkiem nadawała sens życiu. Było to uczucie sprowadzające uśmiech na twarzy i pozytywne emocje w środku jej samej. Pragnęła tylko jego szczęścia! On zrobił tak wiele... Nauczył ją cenić siebie, życie. Pokazał naskrytsze oznaki kobiecości. Przy nim zrozumiała jak łatwe jest szczęście.

- Wybacz Aurelio. Za godzinę mam samolot do Stanów. Nie zauważasz, że stoimy w miejscu? Życie jest zbyt krótkie, a czasu za mało, aby marnować je na rzeczy, które nie mają przyszłości
- O czym ty mówisz Martinie?
- Nie możemy być razem. Żal mi ciebie. Nie daje ci tego, co powinienem. Poza tym, jest ktoś jeszcze. Nie, żebyś mi nie wystarczała, ale ten spokój, ta okropna melancholia powoli już mnie zmęczyła.
- Ale...
- Ja żyję Aurelio, a życie to sztuka wyborów. Przykro mi, że tak wyszło, myślałem, że sama zauważysz, że coś jest inaczej... Wszystko się zmienia z czasem, chyba tylko ty pozostaniesz tak samo naiwna...
- Martinie, poczekaj! Przecież...Jak to...Ja nie rozumiem...
- ...
- Halo! Martin jesteś tam?

Jednak telefon milczał.


Nie wiedziała kim jest. Kobietą czy też bezradnym dzieckiem. Nie wiedziała w co wierzyć. Nie rozumiała słów. Obietnice i kłamstwa. Jak prawda i fikcja w dobrym filmie. Nigdy się nie dowie, ile realizmu było w związku pełnym obietnic. Dała całą siebie. Nie oczekiwała nic w zamian. Nikogo nie poprawiała. Przywykła do tej jego potrzeby braku zmian. To nie podporządkowanie było winą. Nie inna kobieta. Naiwność taka, że aż miary brak...Zrozumiała - zgubiła swój świat dla niego. Straciła ego, marzenia. Pomyślała o koleżankach...Autironia w łzach objawiona. Było jej źle.

Zadzwoniła do siostry.

- Nie ma ideałów Julka. Może pójdziemy razem na dietę?Chyba czas na zmiany...




***


a może to ja nie rozumiem miłości? wystarczy jedna odpowiedź...:)

skomentuj (1)




2006-12-10 16:51:22 >> ....może gdybym była kimś innym...może...

...z dedykacją lub bez...


***

Mówić
kiedy rośniesz w gęstych mgłach
Szeptać
kiedy zaryglował się zegar
i toczy nas przepaść
Milczeć
kiedy drzewa zdążyły się rozrosnąć
znów od mrozu popękać

Cienkimi jak włos szczelinami
białą krwią wspinam się

Jeśli tak mocno
musiałam do cię przywrzeć
Jeśli tak nago
musiałam cię pojąć

obroń się
przede mną
osłoń

Teresa Feren




Kilka wspomnień...Wciąż ciepłe słowa i ten sam wzrok. Zawahanie. Krótkotrwała wizja własnego szczęścia. Złudzenie. Będzie jak było, a więc nie będzie. Marzenie o docenianiu. O prawdziwej miłości. Śmieszne słowa i śmieszna wiara. A gdy wszystkie pragnienia zapisane na kartce odbiły się w rzeczywistości i nie miały makijażu, a były cudowne...zgniotłam kartkę... Bez wahania wrzuciłam do ognia. Spaliłam mosty, które ktoś pracowicie odbudowuje. Już nie wierzę, nie przejdę przez tą samą rzekę, z resztą chyba nie chcę przechodzić...

Zostałam sama...

Nie. Kobieta nie jest Aniołem. Przynajmniej nie taka jak ja, jak Ona...Jesteśmy inne... Ale czy gorsze? Męskie, niezależne, plujące w twarz opinii publicznej. Dziś mnie wyśmieją, a jutro ja milczeniem upokorzę ich zdziwione twarze. Dziś ofiarują mi niebo, a kiedy wybiorę ziemię, przeklną życząc piekła... Zachowania nieobliczalne. Moja własna miłość i nienawiść. Sprzeczności we mnie i w ludziach. Widzą, co chcę zobaczyć. A jaka jestem naprawdę?

Siadam z tomikiem poezji na jednej kanapie. Delikatnym ruchem dłoni otwieram stronę pięćdziesiątą trzecią. Czytam spokojna jak nigdy. Ostatnie wersy, ostatnie słowa. Zamykam oczy. Kogo widzę? Uśmiechniętą dziewczynę, bigającą po plaży...Wbrew mocy fal malującą na piasku duże niekształtne serca. Okruszkami szczęścia karmiącą mewy. Marzącą jedynie o szczęściu, o zrozumieniu, o silnych ramionach, codziennym uśmiechu.
"Mogłabym być zamknięta w skorupce orzecha i nadal mienić się Panią niezmierzonej przestrzeni" (Hamlet)
Bogate życie wewnętrzne, pełna refleksji i niepokojów, szczera, wesoła, szukająca dobra i szczęścia... Ale czy zawsze?

Otwieram oczy. Ironia uśmiechu. Słowa, słowa, słowa...
"Chodząca pokusa"
"Gwiazda porno"
"Pierwsza i ostatnia"

ile tego jeszcze będzie? ile różnych określeń do jednej osoby? Ile mnie jest w sobie?
Gdybyś poczuł się zbyt pewnie stanę się anarchistką...
Gdybyś zbyt mocno w nas uwierzył, będę Twym prywatnym antychrystem...
Gdybyś zapragnął zbyt mocno pomacham bezcenną dłonią na pożegnanie...
Gdybyś unikał wzroku zapłonę za nas dwoje...
Gdybyś poczuł się zbyt szczęśliwym przyniosę dawkę goryczy...
Gdybyś nagle posmutniał, zapłakał... "jestem miłości żywą wodą"...



"obroń się
przede mną
osłoń"




skomentuj (16)




2006-12-06 18:06:03 >> Odnalazłam siebie gdzieś w przestrzeni...

Na przystanku


Cisza była świadkiem.
Pusta przestrzeń.
Odległość.
Deszcz wyznaczał granice.
Błogosławiony.


Mój parasol w groszki
zarumienił się.

Patrzyłeś.
Długo.
Ostentacyjnie.

Powoli
stawałam się naga.

Cisza była świadkiem.
Nie wiem dlaczego tramwaj się spóźnił.


Ojej:) Jak ja mam pisać, żeby ktoś zrozumiał? Czy to takie trudne zrozumieć szczęście? Znaleźć je w sobie, złapać jak motyla:) Każdy jest swoiście piekny...tylko siatki mamy dziurawe albo po prostu jesteśmy zbyt bierni...

Za oknem deszcz toczy wojnę z nieopadłymi liśćmi drzew i krzewów. W ciepłym pokoju gra spokojna, cicha muzyka. Stare Dobre, Turnau, Ania... Nie wierzę, że ludzie nie potrafią siąść na podłodze, wsłuchać się w ciszę... Nie wierzę w stwierdzenia, że ludzie są źli...Spojrzeć na życie przez pryzmat przeszłości. Moje błędy, głupie historie, niekontrolowane czyny i gesty pozbawione wartości...Jak się wytłumaczę ludziom z własnych win? Jak powiedzieć, żeby nie ranić?
Dziś odpowadam szczerze... Wiem, czego chcę. Gram z życiem całkiem fair. Ono daje popalić, a ja w całym tym złu odnajduję szczęście. Nie rozumiem materialistów. Nie rozumiem poszukujących ulotnego szczęścia. Nie rozumiem tych wsyztskich, którzy szukają daleko i zawzięcie tego, co jest w zasięgu serca... Nie potrafię pojąć gniewu, nienawiści... Brudne słowa...I cóż, że pomyłka? Czyż nie jesteśmy ludźmi? Śmieszy mnie ironia, duma i pycha... Musmy ciągle udawać... Chcemy być zauważeni- musimy być inni. Chcemy być lepsi - wyuczona inteligencja z dużą dawką poczucia humoru, stylu... Obraz w lusterku też nie jest nieistotny...
Uśmiecham się... Z lekkim makijażem idę na spacer...Niech wiatr wykrzyczy się za mnie. Wszystkie negatywne emocje wyrzucam na za zewnatrz. Niezrozumiana, bo nikt nie próbował rozumieć. Bo ktoś czyta pobieżnie, zamiast ukradkiem. Bo ktoś widzi, a nie obserwuje. Bo wszysyc zamykamy oczy... Bo zyjemy sobą... Najczęstszym wyrazem noszonym na ustach: "ja"... Jak już wspominałam, śmieję się z błędów. Jestem taka sama jak wszyscy. Kopia doskonała, dopóki nie poznacie...
skomentuj (1)